Menu

Sylwia - tarot i nie tylko

Ciepło, miło i przytulnie. Informacje o kartach, własne doświadczenia z Tarotem, Runami, kartami Lenormand - rady i porady każdy znajdzie coś dla siebie - zapraszam

O tym jak zrealizowała mi się Wieża

algaria

W zeszły piątek miałam pomysł na wpis, postanowiłam siąść do komputera wieczorkiem i wrzucić na bloga, niestety plany spełzły na niczym, a wpis muszę zrealizować kiedy indziej. Za to dziś opowiem wam jak zrealizowała mi się Wieża.

 

DSC_00721

Co piątek wyciągam sobie kartę na "energię tygodnia". Tydzień ma trwać od poniedziałku do niedzieli, ale już od jakiegoś czasu, a od ostatniego piątku to już w ogóle, zauważyłam, że karty  realizują się od dnia wyciągnięcia, do dnia wyciągnięcia kolejnej "energii". I  tak sobie w zeszły piątek wyciągnęłam Wieżę. 

Oczywiście Wieża przewidziała, że cały tydzień minie mi bardzo szybko. Nie będę mieć czasu na jakiekolwiek zastanowienie, na zwolnienie, na chwilę odpoczynku. Wieża przepowiedziała ból i  prawie łzy, ale po kolei.

Kiedy wyciągnęłam kartę w pierwszej chwili pomyślałam " o dawno jej nie wyciągnęłam" I to prawda. ostatni raz było to ponad 3 lata temu, kiedy mój syn był w szpitalu. Wówczas moje wnętrze rozpadło się na kawałki, był to czas bardzo trudny emocjonalnie. ""o nic" -  myślę sobie "będzie ciężko, ale to przecież tylko tydzień, szybko zleci" za chwilę dodałam " może ta Wieża się nie zrealizuje, przecież czasem energie tygodnia pokazane w kartach, jakoś tak płyną niezauważalnie". Ponieważ wbiłam sobie do głowy przejście tej Wieży w strefie emocjonalnej, to pomyślałam, że coś się stanie komuś z rodziny, a ja będę psychicznie cierpieć.

Przy obiedzie ostrzegłam familię, by przez najbliższy tydzień bardzo uważali na siebie, bo może im się przytrafić coś złego. Syn mój, jak to syn nawet się ucieszył, że wyszła mi Wieża, bo jak stwierdził - jemu nigdy nie udało się jej wyciągnąć. Skomentowałam to tylko "I obyś nigdy jej nie wyciągnął" i rozeszliśmy się do zajęć.

W między czasie kurier dostarczył mi  paczkę (przepraszam, że tak szczegółowo opisuję, ale akurat ta paczka ma ogromne znaczenie). Paczka była nie tyle do mnie, co do miejsca mojej pracy, a że w piątki nie pracuję to kurier podrzucił mi olbrzymiego grzmota do domu. Pakunek zajmował mi kawał pokoju i sama zastanawiałam się czy opakowany zmieści mi się do samochodu, by  go zawieźć  do "roboty" Stwierdziłam, że zobaczę później.

Pogoda ładna, cieplutko, postanowiliśmy rodzinnie uporządkować ogródek, Pociąć gałęzie, pograbić itp. Jak głupia rzuciłam się do siekiery przerąbywać gałęzie wyciętej jabłonki. Ze swoimi zdolnościami celowniczymi trzeba być stukniętym by się rwać do siekiery, ale no cóż bywa i tak bywało, że stuknęłam w gałąź i siekiera mi poleciała w nogę. Zabolało - na szczęście poza siniakiem nic się nie stało, ale to było ostrzeżenie. Do siekiery co prawda już tego dnia się nie dotknęłam, ale za to złapałam się za nóż by rozpakować przesyłkę, stwierdziłam bowiem, że jednak bez opakowania łatwiej będzie zakup firmowy przetransportować.

Nóż, który wcześniej naostrzyłam poleciał po kartonie i z całym impetem wbiłam sobie w palec. Na tyle poważnie uszkodziłam sobie nie tylko jeden ale dwa palce, że mam założonych 8 szwów.  Dobrze, że mam szpital blisko i nie mam w nim SOR'u, a jedynie jest Izba Przyjęć, czyli czas oczekiwania na pomoc lekarską nie trwa do 12 godzin, tylko całkiem sprawnie i szybko mnie obsłużono, bo już w ciągu 40 min od "cięcia" byłam po zabiegu. Fakt, że nie uszkodziłam ścięgien, fakt, że taki przypadek obsługiwany jest poza kolejnością, fakt , że za dobrą radą (dawną) "cioci" Babowej ciut przesadziłam w zachowaniu na korytarzu udając osłabienie ;) No cóż czasem trzeba po symulować by coś dla siebie zyskać - pomna tych 12 godzin w innym szpitalu, mało nie przechodząc na tamten świat w oczekiwaniu pomocy. Fakt, że teraz rana była paskudna, wymagała interwencji chirurga i nie wyobrażam sobie siedzieć z ręką zawiniętą ręcznikiem iluś tam godzin, ale wówczas miałam taki ból, że wydawało mi się iż przecinają mnie na pół tępą piłą tartaczną, co na obsłudze medycznej w ogóle nie robiło wrażenie (stąd dobre rady Babowej co zrobić by zainteresować sobą "medyków"). Tu było inaczej, Mogłam niczego nie udawać, bo takie przypadki jak moje są przyjmowane na CITO, ale kto wiedział.:)

Przyznam, że nie bolało - adrenalina trzymała, znieczulenie podczas szycia też - no bohaterka jak nic - do czasu. Ból przyszedł wieczorem i trzymał przez 4 dni, bez tabletek bym nie dała rady. 

Jeszcze w samochodzie pod szpitalem mąż powiedział z przekąsem - to żeś sobie wywróżyła. Identyczny tekst powiedział do mnie syn po powrocie do domu. Rzeczywiście "se" wywróżyłam, na szczęście nikt więcej już z tej Wieży nie ucierpiał. 

Wieża tym razem pokazała ból fizyczny, a nie psychiczny.

Tym wpisem chciałam Wam pokazać jak szybko się tarowa Wieża realizuje (dosłownie nawet może w ciągu kilku godzin). Jak bardzo bywa niebezpieczna, jak bardzo sam wypadek był szybki - ciach i prawie po palcach. Jak idealnie pokazany jest ból choć z lekkim opóźnieniem i cierpienie, bo niewątpliwie cierpię choćby przez to, że nie mam sprawnej jednej ręki. 

Cały tydzień biegałam jak nie na zmianę opatrunku, to do pracy, do lekarzy i weterynarzy - nie dospałam, nie do jadłam tylko gnałam jak ci ludzie spadający z Wieży. Dziś siadłam i dopiero złapałam oddech, ale to pewnie dlatego, że na nowy tydzień mam 6 monet (już po części zrealizowaną)

Mam problemy z wykonywaniem codziennych czynności domowych, a także z pisaniem na komputerze, dlatego tak długo nie pisałam. Na szczęście już w poniedziałek zdejmą mi szwy i mam nadzieję, że palce okażą się sprawne.Dodam jeszcze krótko, by Was nie zanudzać, tak do końca nie ufałam czy Wieża się w pełni zrealizowała, czy nie czeka mnie jeszcze nic złego. W piątek tzn wczoraj sterylizowałam kotkę i lekarz miał do mnie zadzwonić kiedy mała się wybudzi. Sądziłam, że tak jak w przypadku moich suk po sterylizacji, mogłam je odebrać po około 3 godzinach, a tu psikus telefon miałam po 7. Powiem, że obawiałam się iż Wieża nie zakończyła się na moich palcach, ale nie, palce wystarczyły i  jest już dobrze (na szczęście). 

© Sylwia - tarot i nie tylko
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci